Pan Noel Burch,
pracownik Gordon Training International opracował, w latach 70-tych, drabinę świadomych kompetencji: zobrazował proces nauczania wprowadzając cztery fazy ich nabywania. Na tym- trzecim etapie, osiągnięcie świadomej kompetencji w sprzedaży wymaga od handlowca uczenia się: czy to formalnego, czy nieformalnego.Często konkretne działanie lub zachowanie wykonywane jest tak, jak wyglądało ono na szkoleniu (naprawdę tak, jak zapamiętał je handlowiec).
W każdej chwili handlowiec jest świadomy podejmowanych działań – tego, co robi:
to więc etap “wiem, co wiem” lub “wiem, co potrafię zrobić”.
Taka
praca w terenie:
a byłem wysyłany w delegacje w różne rejony Polski: Ustka, Strzelin, Chełm, Bielawa, Międzyzdroje, Piaseczno, Września, Gryfino,
Zambrów, Dobre Miasto, Choszczno, Słomniki, Kalisz, Mińsk Mazowiecki, Ryki, Kamieniec Ząbkowicki i wiele innych. Praca wymagała determinacji i samodyscypliny. Również w każdym przypadku przedsiębiorczości i pomysłowości.
Otrzymywałem
100 zł diety na tydzień a budżet całego wydania spinał się dopiero, kiedy
przekroczyłem 25- 30k zamówień netto na wydanie folderu, tablicy informacyjnej,
mapy lub kalendarza. Jedyne co załatwiało wydawnictwo, to była zgoda
miejscowego urzędu gminy czy powiatu na korzystanie z telefonu i pomoc w
wysyłce listu polecającego do miejscowych przedsiębiorców.
W
zamian za to otrzymywali promocje na danym nośniku i darmowe egzemplarze.
Wysyłkę
robiłem samodzielnie. Po przyjeździe
do
miejscowości, w pierwszym rzędzie załatwiałem w barterze wyżywienie i hotel,
czyli dzwoniłem i szedłem na spotkania do dwóch-trzech hoteli. Czasem, gdy
właściciel hotelu nie godził się z moja propozycją, to ostatnią deską ratunku
był miejscowy OSIR (np. Osir w Chełmie, do dziś pamiętam tę wilgoć w pokoju…)
lub internat(tu przypomina mi się ciepły i przestronny internat szkoły
weterynaryjnej we Wrześni). One podległy powiatowi bądź gminie.
Tu
trzeba było być skutecznym lub wracać np.
z Ustki do Solca Kujawskiego na jedną lub dwie noce, lecz tak nie było nigdy, byłem skuteczny. Potem ustalałem adresy i osoby decyzyjne
w
firmach, wzór listu z podpisem sekretarza powiatu lub wiceburmistrza gminy,
które kopiowałem
w
zależności od siły gospodarczej rejonu w 60 lud 120 kopiach. Wysyłałem to
pocztą. Może w jednym wypadku zadziałali gońcy miejscy.
Na
początku „z buta odwiedzałem” w pierwsze dwa dni tzw. pewniaków: zakład
Komunalny, szkołę średnią, zakład pogrzebowy, szkoły nauki jazdy…
Ci
przedsiębiorcy najczęściej chcieli umieszczać reklamę na lokalnych nośnikach,
bo tu w rejonie mieli swoich odbiorców. To były pierwsze reklamy, musiałem też
mieć trochę zmysłu plastycznego: ustalić wzór reklamy, zrobić zdjęcia, otrzymać
na dyskietce (archaiczny nośnik danych w II połowie XX w.) logo przedsiębiorcy. Jeżeli go nie miał, to
świadczyliśmy też usługę wykonania logo wg wzoru czy własnego pomysłu.
Pamiętajmy, że były to czasy przed internetowe a zdjęcia robiłem aparatem
fotograficznym (telefonem, bo o nich teraz myślicie w kategorii smartfona…o
nie!), to był taki, że można tam było grać w prostego węża i nic poza tym 😊
Kilka następnych trzech, czterech dni, jak już byłem pewny, że listy dotarły do sekretariatów, dzwoniłem i jedynym moim celem w rozmowie telefonicznej było umówienie spotkania z osobą decyzyjną w firmie, ponieważ z listu, który otrzymali wynikało, że to ja przyjdę, opowiem i podam cenę za wykupienie reklamy.
Skuteczność
na poziomie 20-30% wystarczyła aby część z tych osób zapełniła mi powierzchnię
reklamową na danym nośniku a budżet spinał się na 30 - 38 tys zł. netto. Ten
proces trwał od 3 do 4 tygodni. To zależało od rozległości terenu: miasto/gmina
lub powiat. Dla przykładu jednym z najbogatszych reklamodawców była Regionalna
dyrekcja lasów państwowych koło Gryfina, która wydała 15% całego budżetu na
folder ich starostwa.
A
najciekawszym miastem pod względem wymiany reklamy za usługę była Ustka: ja tam
spałem w dwóch hotelach z wyżywieniem a moi prezesi już w okresie wakacyjnym
pojechali jeszcze na 2 tygodniowe wakacje! W ogóle zamiana powierzchni
reklamowej na usługę stała się w moim wykonaniu mistrzostwem: kiedy miałem auto
służbowe, to wszystko do niego miałem gratis, łącznie z paliwem i myjnią,
oponami i drobnymi naprawami. Wprawdzie moje pierwsze auto służbowe było wtedy
w moim wieku, nazywało się VW Polo i
potrzebowało dosłownie wszystkiego (na końcu mojej współpracy już miałem mu
wymienić klapę bagażnika, bo rdzawe firanki zapewniały mi AC przy każdej
prędkości). Niestety w słabej gminie południa Polski projekt mi się nie spinał
i przy wyniku 19 tys. już wziąłem to na klatę i sam wydałem kalendarz bez
pomocy wydawnictwa i bez…barteru:
Oddałem im auto i musieliśmy się z przyczyn finansowych rozstać: oni nie stracili… Ja zarobiłem, bo: korektę i akceptację reklam przed drukiem, zebranie płatności i dystrybucję kalendarza wziąłem na siebie. Sukces!
Wykorzystanie przeze mnie, umiejętności i wiedzy ze sprzedaży: tu wymaga koncentracji oraz sięgania do zakamarków pamięci, książek, notatek lub materiałów szkoleniowych.
Emocje: na tym etapie osoba rzetelnie realizuje zadania. Pojawia się wypalenie zawodowe, zniechęcenie.
Na
etapie świadomej
kompetencji problemy nie wymagają dodatkowego rozwoju, więc wkrada się stagnacja i poczucie
bezsensu rozwoju umiejętności.
Z
reguły
problemem są
mało
ambitne zadania i brak wyznaczonych większych celów lub
źle
określone
w zakresie rozwoju umiejętności.
A
jak w tym okresie było u Was?!
#wolnyRynek
#ksiazkasiepisze
#czwartkizcurkiem

Komentarze
Prześlij komentarz